<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Rozmowy z Dr. K.> 
<author_1=B-cia Rojek>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1952>
<month=11>
<date=1952-11-23>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Stalimy grzecznie w ogonku w Aptece Spoecznej, czekajc, a ekspedientka wyda nam proszki na bl gowy, gdy nagle zauwaylimy nasz znajom, Basi H. Trzymaa w rce recept na przepisane jej przez lekarza lekarstwo na kaszel, w skad ktrego wchodzi na pierwszym miejscu syrop. Okazao si, e lekarstwa tego chwilowo zabrako. Farmaceutka skierowaa nasz znajom do innej apteki. Nasz najmodszy brat, znany ze swej usunoci, zbliy si do Basi i zaproponowa ustpienie flaszeczki tego lekarstwa, ktre posiadalimy w swej domowej apteczce. Jakie byo nasze zdumienie, gdy Basia kategorycznie podzikowaa i udaa si w dalsz wdrwk po aptekach.
Zaintrygowani, poczlimy si zastanawia, co skonio Basi do odmowy. Najblisza apteka bya do daleko, pora pna, a proponowane przez naszego brata lekarstwo identyczne z poszukiwanym. Postanowilimy w tej sprawie zadzwoni natychmiast do dr K.
W suchawce zabrzmia gos dr K., tak donony, e syszelimy go wszyscy.
 Ha!  zawoa, skoro tylko dowiedzia si, o co chodzi  obawiam si, e wasza Basia miaa racj. Od jak dawna posiadacie to lekarstwo?  Okoo p roku.  Jest ono w takim razie obrzydliwym, niebezpiecznym, sfermentowanym pynem  orzek doktr.  Powinnicie je natychmiast wyla!  i po chwili doda  a flaszk wymy i sprzeda w najbliszej aptece!  Jak to?  zdziwilimy si.  Jeli lekarze zapisuj niewielkie zazwyczaj iloci lekarstw, to dlatego, aby si one w przechowaniu nie psuy, i nie zamieniay w trucizny. Wemy np. roztwory  tumaczy do tubki cierpliwie dr K.  Gromadz si w nich na dnie flaszki osady. Ostatnia yka roztworu zawiera moe wtedy zbyt wielk ilo leku i sta si przyczyn wypadku.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>